Wiele osób lubi wolną konkurencję – szczególnie w branżach, w których nie pracuje. Lubimy mieć sklep otwarty do późna, byśmy mogli w każdej chwili kupić coś potrzebnego, a o czym zapomnieliśmy przy wcześniejszych zakupach.

Lubimy, gdy sklepikarze walczą o nas różnymi promocjami, gadżetami, programami lojalnościowymi. Lubimy, gdy benzyna na naszej ulubionej stacji jest o 5 groszy tańsza niż na tej obok, a po zatankowaniu 50 litrów czeka na nas jeszcze kawa za pół ceny. To wszystko lubimy... Ale wiele osób bardzo, ale to bardzo, nie lubi, gdy musi w swojej pracy konkurować o klienta.

Branża elementów złącznych, gdzie są setki firm, i tych małych, i tych średnich, i tych dużych, i tych bardzo małych, czasem jedno góra dwuosobowych, jest idealnym przykładem rynku o bardzo dużej konkurencji. I nie wszyscy to lubią. Woleliby, żeby na rynku było 6 firm i byłby spokój. A tak to czasem nie zdąży się zapamiętać nazwy firmy, a jej już nie ma.

Dokończenie artykułu w "Fastener" 2/2015 - czytaj dalej