Rynek elementów złącznych daje w Polsce pracę dziesiątkom tysięcy ludzi w handlu i co najmniej kilku tysiącom w produkcji. Pora sobie uświadomić potęgę rynku elementów złącznych, liczonego w miliardach złotych.

Polska montownią Europy

Już kilka ładnych lat temu, gdy u władzy było jeszcze SLD, ówczesny wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę prof. Jerzy Hausner trochę z przekąsem mówił o Polsce jako o „montowni Europy”. Miał trochę za złe inwestorom zagranicznym, że jedyne ich inwestycje w Polsce ograniczają się do budowania montowni: samochodów, lodówek, pralek itp. Dostrzegał w tym duże zagrożenie dla gospodarki, gdyż montownię można w kilka dosłownie miesięcy przenieść do innego kraju, gdzie monter zadowoli się niższą pensją. Od tej wypowiedzi minęło już ponad 10 lat i jakoś nie widać, żeby montownie miały się gdzieś przenosić. Raczej nie do Chin, bo transport morski, poza atutem ceny, ma jeden minus – czas. Długo mówiło się o Ukrainie, czasem o Rosji. W świetle ostatnich wydarzeń nie będą to raczej miejsca, gdzie zagraniczny kapitał będzie często patrzył z nadzieją na ulokowanie nowych fabryk. Pozostaje Polska – kraj duży, stabilny, z coraz lepszą infrastrukturą. A to, o czym wypowiadał się profesor Hausner z przekąsem, dla branży elementów złącznych jest wręcz zbawienne. To przecież na halach montażowych używa się najwięcej elementów do skręcania, nitowania czy zgrzewania. Lokacje kolejnych fabryk niosą ze sobą jawne zwiększenie zużycia elementów złącznych, podobnie jak rozwój już istniejących. Często firmy zagraniczne przynoszą ze sobą również zagranicznych dostawców.

Produkcja

W ciągu ostatnich 11 lat produkcja elementów złącznych w Polsce zwiększyła się o około 130%. W 2003 roku wynosiła około 595 mln PLN, by w 2013 r. wynieść już 1 mld 355 mln PLN. Najwyższa była w 2011 roku, wynosiła wtedy 1 mld 521 mln PLN. Do największych firm produkcyjnych należą tradycyjnie Łańcucka Fabryka Śrub, Śrubena Unia, Marcopol, Gaweł Zakład Produkcji Śrub, Asmet. Oprócz nich mnóstwo mniejszych firm specjalizujących się w produkcji nietypowej, rysunkowej, na specjalne życzenie klienta, lub po prostu kilku produktów. Często są to firmy małe, rodzinne, zatrudniające od kilku do kilkunastu osób i obsługujące wąską grupę klientów. Niemniej stutrzydziestoprocentowy wzrost od 2003 r. w produkcji pokazuje, że polskie firmy nie mają się czego wstydzić w Europie.

Dokończenie artykułu w najnowszym wydaniu czasopisma "Fastener" (1/2015)!